Kurko, gdzie jesteś?

Czy wiem, co  słychać u Kurki? Gdzie się podziała? Zdarzało jej się znikać, ale jeszcze nigdy tak na serio, tak kategorycznie. Słówkiem się nie zdradziła, pazurkiem listu pożegnalnego nie wyskrobała, z zamiarów niecnych nie wytłumaczyła się.

 Żeby to zniknięcie snem zimowym można było wyjaśnić. Ale nie. Kurka raczej nie z  gatunku rozpływających się w trwodze, przesypiających niedogodności w kąciku, na ogrzewanej  grzędzie. Choć czasem żałuje, że nie taka. Przydałoby się zasnąć, przespać, zaspać – mówiła niekiedy, i łypała oczkiem szmaragdowym zazdrośnie w stronę ptaszysk, które raczej tak cichcem, boczkiem... i jakieś zdrowsze.

I są. A Kurka zniknęła. Nie ma jej od jesieni. Dobrze to przygotowała, skoro długo nikt niczego nie zauważył. Przyzwyczajała do niesłowności, bajki opowiadała, czarowała pomysłami, których nie planowała realizować i harmonogramami, których nie zamierzała się trzymać. Całym tym nadmiarem niemożliwości wyścieliła sobie dno kryjówki.

Chyba jej tam wygodnie. (Za.)

Poza tym Kurka malutka, łatwiej jej niż innym zniknąć.

Czy wiosna coś wyjaśni, złapie Kurkę na gorącym uczynku, odkryje?

Czy wiosną nie tylko wiosnę, lecz i Kurkę zobaczy się?

Wiosnę to nawet łatwiej i szybciej, choć wszystko zależy od miejsca zamieszkania. W takim Wrocławiu na przykład rozbujała się na całego – kasztany kwitną, bzy oszałamiają wonią, a tulipany rozpuszyły się jak gołębie na wystawie czempionów.

W miejscu, w którym piszę, wiosna nieśmiało wygląda zza firanki polarnomorskich frontów. Jedna mirabelka odważna, wysforowała się na czoło peletonu i dalejże ubarwiać, upiększać, zakrywać nędzę umęczonego długą zimą podwórka. Ledwie rozkwitła i rozpachniła się, aż przyjemnie było stanąć pod jej koroną i pochłaniać słodycz wiosennego powietrza, a już rwące wiatry rozsypały śnieżnobiałe płatki po całej okolicy.

Chociaż tyle, że jasno.

Reszta drzewek i innych roślinek przyczaiła się w bladozielonej i karłowatej formie. Czekają cierpliwie. Niech tylko przejdą wszyscy ci pożal się Boże ogrodnicy: Pankracy, Serwacy, Bonifacy i Zośka, wtedy wybuchną zielenią prosto w twarz (cytując Organka). Wszystkim się zrobi cieplej i milej, weselej, spokojniej.

I może wtedy Kurka wróci.

Bo po co miałaby tak zniknąć?



 

 

 

 

 

 

Komentarze